źródło: alice rawson - Fotolia.com
Ferie spędzone z mamą i tatą na wpólnej zabawie to dla dziecka najlepszy prezent. Jak ciekawie zaplanować ten czas?
Dwa lata temu zabrałem żonę i dzieci na wymarzone – moim zdaniem – ferie do Szklarskiej Poręby. Czterogwiazdkowy hotel, narty, wycieczka do Niemiec i Czech. Miało być idealnie. Dzieci widziały tylko 8-godzinną podróż i co pięć minut pytały: „Daleko jeszcze?”. Na miejscu marzły i nudziły się jak nigdy. Rok temu to żona zorganizowała wyjazd. Zabrała dzieci na wieś i wróciły z wypiekami na twarzy. Był bałwan, śnieżki i bieganie z psem po lesie. Tata postanowił wyciągnąć z tego lekcję.
Zawsze mi się wydawało, że najlepszym pomysłem na zorganizowanie rodzinnych ferii jest wyjazd w góry. W marzeniach widziałem dzieci, które cieszą się na widok prawdziwego śniegu zamiast burego błota, które leżało przed blokiem. Będą mogły pojeździć na nartach zjazdowych, przemierzać las na biegówkach, zaś po wszystkim zabiorę je na spacer tropem dzikich zwierząt i pokażę, jak należy je dokarmiać zimą. Wieczorem posiedzimy przy kominku lub ognisku, pośpiewamy, a cała rodzina powie: „Dzięki, tato!”.
To się jednak nie do końca sprawdza. Dzieci dobrze się bawią w przedszkolu i szkole, kiedy spędzają czas z rówieśnikami. W czasie ferii oczekują, że zastąpią ich rodzice. Trudno im jednak doceniać widoki, które w nas wzbudzają zachwyt, relaksować się dobrodziejstwami czterogwiazdkowego hotelu, o którym my marzyliśmy. Chcą tylko się pobawić bez żadnych: „nie pobrudź się” i „nie przemocz ubrania”.

Orły na śniegu
Wspólny wyjazd buduje silne i trwałe więzi między członkami rodziny. Mało kto jednak zdaje sobie sprawę z tego, jak ważny jest wybór miejsca na odpoczynek. Pediatrzy radzą, by z niemowlętami nie jeździć w Tatry ani w inne wysokie góry za granicą. Jazda na nartach wspaniale kształtuje sylwetkę, zaś górskie powietrze jest na pewno czyste i zdrowe, jednak ze względu na wysoką wilgotność i niską zawartość tlenu nie będzie służyło dobrze naszym pociechom. Już na wysokości 1500 metrów możliwe jest niedotlenienie, bóle głowy, nudności i wymioty. W wyższe partie gór możemy zabrać tylko starsze dzieci.
Ważne jest też to, co spakujemy do walizek. Jeśli jedziemy z niemowlęciem, nie możemy oczekiwać, że pieluchy kupimy w każdej wsi. Lepiej zabrać ze sobą odpowiednie środki higieny i kosmetyki. Aby starsze dziecko mogło się dobrze bawić w czasie pobytu w górach, weźmy większy zapas ubrań. Każdego dnia czeka nas przynajmniej kilka zmian garderoby. Będziecie przecież lepić razem bałwana, robić orły na śniegu, szaleć na nartach, snowboardzie, sankach i jabłuszkach.
Te sprzęty będą mokre podobnie jak i wy – nie tylko od wysiłku, ale też od upadków. Dobrze byłoby wziąć kilka par rękawiczek, rajstop, skarpet, kalesonów. Niech dziecko bawi się bez żadnych ograniczeń, bez strachu rodziców o to, że zmoknie i się przeziębi. Wystarczy je po prostu często przebierać. Nie należy zapominać o kremach z filtrem UV. Nawet jeśli słońce nie daje nam się we znaki, to i dla nas, i dla dziecka jest ono równie groźne jak latem.
No i wreszcie najważniejsze – jak poświęcić dziecku czas, by dobrze się z nami bawiło i nie nudziło się podczas wspólnego spędzania ferii?
1. Dla większego dziecka będą potrzebne nie tylko narty, snowboard, ale także sanki. Warto poczytać o ośrodku, do którego się wybieramy, bo niektóre oferują wiele atrakcji dla najmłodszych. Przyda się płaski stok do nauki jazdy, specjalnie przygotowany zjazd saneczkowy. Obecnie w modzie jest również jazda na oponach, czyli tak zwany snowtubing.
2. Weźmy inicjatywę we własne ręce. Lepienie bałwana i rzucanie się z rodzicami śnieżkami da dziecku wiele radości, której nie zastąpi najlepszy hotel i najurokliwsze miejsce. Zamiast bałwana możemy spróbować zbudować igloo lub zamek.

3. Pomyślmy o najmłodszych uczestnikach wyjazdu, którzy swoje emocje mogą wyrazić wyłącznie za pomocą uśmiechu lub płaczu. Dobrze jest zabrać na wyjazd wózek terenowy na dużych kołach. W solidnej budce dziecko będzie bezpieczne przed podmuchami mroźnego wiatru. Przyda się też porządny śpiwór, najlepiej wyściełany owczą wełną. Pamiętajmy, że dziecko szybko marznie.
4. Pomyślmy o alternatywnych formach spędzania czasu. Jeśli nie będzie śniegu, a takie sytuacje się zdarzają, uratuje nas położony blisko park wodny, najlepiej ze zjeżdżalniami. Weźmy ze sobą także karty i gry planszowe, które mogą się przydać wieczorami.
Kosmita w cieście
Gorzej sprawa wygląda, gdy przychodzi nam spędzać ferie w mieście. Wiadomo – czasy są takie, że nie każdy może sobie pozwolić na urlop, a jakieś rozwiązanie na czas wolny od zajęć szkolnych trzeba znaleźć. Najgorzej, jeśli rodzic wychodzi z założenia: dziecko siedzi w domu, więc jest bezpieczne. Błąd! Jest spore ryzyko, że np. uzależni się od komputera. Trzeba je nauczyć tego, jak ma się bawić.
Okazuje się, że śniadanie jest świetną okazją, by spędzić z dzieckiem bardzo miłe chwile. Jamie Oliver napisał w jednej z książek, że to właśnie w kuchni można nauczyć się o wiele więcej, niż tylko jeść. Wspomina, że gdy był dzieckiem, nie mógł uwierzyć, że w tajemniczy sposób ciasto podwoiło swoją objętość niczym jakiś kosmita.
Pokażmy naszemu dziecku, że kuchnia to czarodziejskie miejsce. To o wiele ważniejsze niż bałagan, który z tego wyniknie. Dlaczego warto?
1. Nie trzeba się martwić, że dziecko traci czas na kreskówki, kiedy my musimy coś przygotować dla całej rodziny.
2. Wystarczy przyłożyć banana do nosa, by stać się nosorożcem. Zabawa z jedzeniem pomaga dziecku uczyć się otaczającego świata. Do tego można mieszać, przelewać, przesypywać. Dla młodszych dzieci to dobra okazja, by poznać proporcje. Dotykanie kasz, mąki czy cukru i poznawanie ich różnych struktur jest doskonałą metodą wspomagania rozwoju maluchów.
3. Wymyślanie nazw dla potraw, nowych przepisów i innych sposobów na gotowanie rozwija umiejętność twórczego myślenia. Można kroić chleb normalnie, można i w płetwach. Brzmi dziwnie, ale dla główki dziecka będzie to cenna lekcja.

4. Jeśli dziecko zobaczy, że potrawy, które powstały z jego udziałem, smakują innym – nabierze pewności siebie, ale też nauczy się, że pomaganie w domu jest czymś naturalnym.
5. To też dobry sposób, by poradzić sobie z niejadkiem. Chętniej będzie jeść coś, co zrobi sam.
Dziecko jak walizka
Najważniejsze jest to, aby czas po prostu spędzać z dzieckiem. To właśnie dzięki rodzicom poznaje ono świat. Im mniej wspólnie spędzonego czasu, im mniej uwagi, więcej niedociągnięć, które się mu wytyka, im mniej pochwał dla jego osiągnięć, tym większa szansa, że zacznie sobie zadawać różne pytania. Skoro rodzice na mnie krzyczą, chcą mieć spokój, dużo czasu spędzają w pracy, to może mnie nie kochają? Nie możemy do tego dopuścić. Mówi się przecież, że „dziecko jest jak walizka. Im więcej do niej włożysz, tym więcej kiedyś z niej wyjmiesz”. Przez dwa tygodnie ferii można zapewnić dziecku więcej fajnych zajęć i prawdziwej bliskości, niż zazna przez cały semestr w szkole.
Co robić przez resztę dnia, gdy wspólne śniadanie mamy już za sobą?
1. Bawmy się z dziećmi w meteorologów. Codziennie sprawdzajmy temperatury, obserwujmy, co się dzieje za oknem. Rozmawiajmy o różnych zjawiskach pogodowych, które się pojawiły lub dopiero mogą się pojawić, oglądajmy prognozy pogody, porównujmy je.
2. Zbudujmy karmnik dla ptaków. Nie musi być piękny, ważne, aby był zrobiony razem. Przez resztę zimy uzupełniajmy go o przysmaki. Dzięki temu nasze dziecko nauczy się nie tylko dbania o przyrodę, ale też pozna, jak ważna jest empatia oraz pomaganie słabszym. Nie ma lepszego widoku dla dziecka jak zlatujące się do pożywienia ptaki – to jednak zupełnie co innego, niż widzieć je wyłącznie w telewizji. Do tego dochodzi duma. W końcu nie każde dziecko miało okazję zbudować dla kogoś dom.
3. Grajmy w gry planszowe, które wyostrzają zmysły i ćwiczą pamięć. Dajmy dziecku wygrywać, ale nie zawsze. W przeciwnym wypadku nie będzie to dla niego żadna lekcja. Dzieci szybko się uczą i prędko się okaże, że będzie trzeba się natrudzić, aby z nimi nie przegrać.
4. Możemy nadać dniom różne motywy przewodnie. Niech będzie dzień indiański. Z zasłon możemy zrobić wigwam, pomalujmy twarze i wymyślmy dla każdego śmieszne imię inspirowane Dzikim Zachodem. Nie potrzeba do tego żadnych wydatków, a dziecko będzie wniebowzięte. Alternatywą może być zabawa w piratów.

5. Nie powinniśmy siedzieć wyłącznie w domu. Przyda się dzień kinowy, kiedy zabierzemy dziecko na film fabularny lub animowany. Tylko żadnego popcornu i słodyczy! Niech kino kojarzy się dziecku z ciemną salą z filmem, a nie łakociami. Dzień sportowy byłby okazją, aby pójść na łyżwy, basen albo sanki na pobliski pagórek.
6. Podczas spaceru koniecznie zajrzyjmy do biblioteki. Razem z naszą pociechą wybierzmy coś, co ją zaciekawi. Wypożyczenie książki będzie świetną okazją, by poczytać razem coś przed snem. Przy tej okazji możemy się nieco wykazać umiejętnościami aktorskimi. Dziecko powinno słuchać języka literackiego, ponieważ otacza je wyłącznie ten potoczny. Pomoże mu to rozwinąć się intelektualnie, poszerzy zasób słów, a co najważniejsze, w przyszłości chętniej sięgnie po książkę. Jeśli dziecko jest odważne, możemy wejść razem z nim pod kołdrę z latarką i opowiadać historie o duchach.