Wykręciłam numer telefonu do Adama Ulachy, masażysty Watsu, z lekkim niepokojem. Wcześniej nie słyszałam o tej technice masażu. Miły głos eksperta od wodnego relaksu potwierdził spotkanie i pozostało mi jedynie czekać.

Kiedy w piątkowy wieczór pojawiłam się w recepcji basenu, większość amatorów wodnych atrakcji szykowała się do powrotu do domu. Pomyślałam, że to świetna pora na tego typu masaż. Nikt nam nie będzie przeszkadzać.

Wodny rytuał

Adam jest terapeutą i ekspertem. Każdego ze swoich klientów traktuje indywidualnie i stara się poznać ich potrzeby. - Zaufanie to podstawa - to jego pierwsze słowa, gdy na chwilę przed zabiegiem spotykamy się w kawiarence.

- Zawsze rozmawiam z klientem przed wejściem na basen. Opowiadam o całym rytuale i krok po kroku objaśniam każdy element masażu.

 

Relacja Adama i jego klienta na czas trwania zabiegu staje się bardzo intymna. Jednak nie należy się tego obawiać. Dzięki atmosferze, którą gwarantuje, można poczuć się bezpiecznie i komfortowo.

Masaż Watsu jest zabiegiem subtelnym i niezwykłym. Ciało jest zanurzone w ciepłej wodzie i poddawane różnym ruchom.

Dobór stretchingów czy akupresury wykorzystywanych podczas masażu, dostosowywany jest do potrzeb, a nawet temperamentu klienta.

 

Terapeuta przez cały czas czuwa nad naszym bezpieczeństwem. Nie ma mowy o zanurzeniu w wodzie ust czy nosa, dzięki czemu można swobodnie oddychać. Masażysta Watsu wykorzystuje lekkość ciała zanurzonego w wodzie. Pozwala to na odciążenie całego układu kostnego. Podczas sesji rozluźniają się i rozciągają wszystkie mięśnie.

 

Terapeuta Watsu pracuje nad całym ciałem. Szczególną uwagę poświęca się meridianom - kanałom energetycznym biegnącym wzdłuż ciała każdego człowieka. Odpowiedni ucisk konkretnych punktów pobudza organizm do odnowy i pozwala się zrelaksować.