źródło: Malchev - Fotolia.com

„Czy normalna zdrowa ryba może zgwałcić wieloryba? Ależ owszem, czemu nie, rybie też należy się”. Dlaczego słowa popularnej piosenki biesiadnej przypomniały mi się po obejrzeniu kilkunastu filmów o Spidermanie, Batmanie i innych herosach?

Superbohater dysponuje możliwościami, o których zwykły człowiek może tylko śnić: lata z prędkością odrzutowca, windę z wieży Eiffla w kilka sekund wynosi w przestrzeń kosmiczną i to bez ochronnego skafandra, wreszcie – choć to banalne, potrafi dogonić rozpędzony samochód. Z reguły jest mutantem (Kapitan Ameryka, X-meni, Spiderman, Blade). Może być też przybyszem z kosmosu (Superman), współczesnym Faustem (Ghost Rider), półbogiem (Hancook). Nawet Batman, najbardziej zwyczajny z niezwykłych, dysponuje gadżetami, których nie powstydziłby się Inspektor Gadżet. Wyższa inteligencja, spostrzegawczość, sprawność, zdolność do błyskawicznej regeneracji po urazie, niezwykłe umiejętności i nierzadko nieśmiertelność – tak wyposażony superbohater staje po stronie... No właśnie, czego?

Z pewnością nie ładu zagrożonego przez chaos, gdyż agresor w miejsce starego porządku proponuje nowy. Zmiana wyrasta jednak ze zła i kiedy na ekranie pojawia się sprawca zamieszania, widz niemal czuje zapach siarki.

Gdy ktoś walczy ze złem, można oczekiwać jakichś transcendentnych motywacji, jakiegoś dobra, które go napędza i dodaje mu sił – w końcu to ono stanowi ze złem parę i jest jego przeciwieństwem. A jednak nadrzędne, upostaciowione dobro nie pojawia się nawet w filmie „Ghost Rider”, choć oponentem jest tu sam Mefistofeles i jego syn: Johnny Blaze walczy i zwycięża nie tyle w imię abstrakcyjnego dobra, ile z niechęci wobec konkretnego zła, które zagraża społeczeństwu.

To ono, jego prawo do bezpieczeństwa, spokoju i zachowania status quo, a także aktualnie żywione przekonania decydują o tym, co należy zwalczać, a czego nie. Superbohater tak naprawdę jest superpolicjantem, supersędzią i superegzekutorem panującego porządku, któremu zagrażać może cokolwiek: chciwość, korupcja, przerost ambicji (Batman, Kapitan Ameryka), inwazja wampirów, mutantów, piekła (Blade, X-men, Ghost Rider) czy choćby pospolita przestępczość (Hancook).

Tyle wysiłku, strupów i siniaków w imię prawa do niedzielnego grilla i świętego spokoju podczas oglądania telewizji? Brak wyższych wartości powoduje poważne perturbacje z wiarygodnością motywacji bohaterów. 

Batman chroni nas, bo w dzieciństwie widział śmierć rodziców. Jednak krzywda spotkała również jednego z jego przeciwników: dlaczego Dwie Twarze, w dodatku były prokurator, obraca się przeciwko społeczeństwu?