Psychocukier, "Królestwo", Antena Krzyku, 2011
rok, alternatywa
Tę płytę poznawałem na raty od wielu miesięcy. Coś tam pokazywali, dawali posłuchać, robili nadzieje i chętkę na więcej.
Psychocukier to formacja, o zgrozo, nie bardzo znana w kraju. To wielki skandal, że tak znakomity zespół, tak oryginalny, genialny, rokendrolowo prawdziwy jak mało kto, nie ma takiej publiki jak Iggy, Stonesi czy NIN. Skandal!
Mają trzeci oficjalny album na koncie. Kolejny, jakich nigdy za wiele na półkach ludzi o rockowych sercach albo duszach.
Luz, wielki dystans do siebie i tego co robią, zarazem spontaniczność, oryginalność, wąsy, okulary, humor, brak hamulców, piosenki, skandale, aranżacje, talent do wsadzania kija w mrowiska, tumiwisizm, hałas, szczerość, obrażalscy „wrogowie” bez dystansu do siebie, ich własny ogromny dystans do siebie. niezależność, zapał, krew i brud w muzyce, talent... Oto cała kwintesencja ich samych. Tylko trzech facetów a tak wiele.
Wielki to zaszczyt was znać i słuchać, panowie. I wiem, że wam to zwisa. Ale mnie nie:)
I tytułowy kawałek: