źródło: Rui Araujo - Fotolia.com

To, że w tym roku w Polsce odbędą się jakieś piłkarskie mistrzostwa Europy to prawdziwy pech dla Stadionu Narodowego. Jest jednak jeszcze czas, aby zapobiec tej żenującej kopaninie, ustalając z góry wyniki meczów. Pierwszym krokiem w kierunku takiego rozwiązania jest zatrudnienie w Centralnym Ośrodku Sportu znajomego fryzjera pani minister - pisze nasz satyryk.

Zalatana Mucha

Minister Joanna Mucha jest obecnie najbardziej zalatanym ministerialnym szefem w gabinecie premiera Donalda Tuska. Aktywność innych ministrów, prawdopodobnie z powodu mrozów, śnieżycy i odłożenia wielu ważnych spraw ad ACTA, praktycznie spadła do zera. Wszystko przez to natrętne latanie Muchy wokół Stadionu Narodowego.

Pani minister, która się na piłce nożnej nie zna, zaproponowała, aby zastąpić tę prymitywną i brutalną grę o wiele ciekawszym, zdrowszym i kulturalnym joggingiem. Biegaczowi nie grozi, że go jakiś cham na boisku znienacka kopnie w kostkę, wyceluje w głowę butelką za noszenie nieodpowiedniego koloru szalika lub obrzuci stekiem takich przekleństw, że człowiek nie wie, gdzie podziać oczy ze wstydu, bo nie potrafi równie soczyście odpyskować. Tyle lat edukacji i zapomina się języka w gębie.

Jogging jest znacznie przyjemniejszy i – co ważne – prawie każde większe miasto ma już jakiś stadion, wokół którego można sobie pobiegać. Bieganie dookoła boiska jest nowym polskim trendem, który może się rozprzestrzenić na inne kraje, podobnie jak np. nordic walking. Warunek jest jeden – na boisku nie może być piłkarzy, bo ci przyciągają kiboli jak miód pszczoły.

Z tego powodu menedżer Stadionu Narodowego ma dostać nawet ekstra premię za to, że na otwarciu obiektu nie było na nim żadnego kibica, a minister Mucha mogła spokojnie zainaugurować sezon biegowy. To, że w tym roku w Polsce odbędą się jakieś piłkarskie mistrzostwa Europy to prawdziwy pech. Jest jednak jeszcze czas, aby zapobiec tej żenującej kopaninie, ustalając z góry wyniki meczów.

Pierwszym krokiem w kierunku takiego rozwiązania jest zatrudnienie w Centralnym Ośrodku Sportu znajomego fryzjera pani minister. Polskie doświadczenia dowodzą, że jeden fryzjer może latami ustawiać wyniki setek meczów, mając solidarne poparcie niemal całego piłkarskiego środowiska, tak więc rozegranie kilkudziesięciu spotkań na Euro 2012 bez wychodzenia na boisko nie powinno stanowić żadnego problemu. A jak zawodników będzie rozpierać energia, zawsze mogą dołączyć do kibiców biegających wokół stadionów. Jednym słowem będzie tak… że mucha nie siada!

 

Szybka noga

Ciekawa oferta trafiła się jednemu z czołowych polskich piłkarzy Jakubowi Błaszczykowskiemu. Większość Polaków, a tym bardziej obywateli innych krajów, nie ma pojęcia kto to jest Błaszczykowski i jakie są jego sportowe wyczyny. W tym wypadku pozostaje więc uwierzyć na słowo fachowcom.

Piłkarzowi zaproponowano zostanie twarzą reklamową sieci restauracji typu fast food i propozycja została przyjęta. Futbolista będzie teraz przekonywał młodzież, że jego świetna gra na boisku to efekt żywienia się hamburgerami, nuggetsami i frytkami popijanymi coca-colą. Jeżeli taką dietę stosowała większość polskich piłkarzy, to ta wiadomość rzuca zupełnie nowe światło na ich niepowtarzalny styl gry. Można by też pomyśleć, że prawdziwemu sportowcowi nic już nie brakuje do szczęścia, jeśli tylko ma możliwość spożycia zestawu Happy Meal.


Skoro jednak już wszyscy wiedzą, że takie żywienie prowadzi najprostszą drogą do nadwagi, niestrawności i powolnego zgonu w męczarniach, to wytłumaczenie postawy Błaszczykowskiego musi być inne. Moim zdaniem, nasz czołowy piłkarz po prostu źle zrozumiał treść przedstawionej mu oferty.

Usłyszał „fast food” (szybie żarcie), a zrozumiał „fast foot” (szybka noga). I to go przekonało, bo przecież szybka noga to najcenniejsza część skutecznego piłkarza. Z tej radości nie zwrócił już uwagi, że ma zostać „twarzą kampanii reklamowej”, a nie „nogą kampanii”. Czy powinien się wstydzić tej pomyłki wynikającej ze słabej znajomości języka angielskiego? Absolutnie nie.


W końcu znajomość języków obcych, nie tylko u sportowców, jest na ogół mało przydatna. Historia zna przypadek pewnego cudzoziemca, który będąc w Polsce wstąpił na pocztę, aby coś ważnego załatwić i, choć znał siedem zagranicznych języków, z nikim się nie dogadał.

Błaszczykowski nie ma powodów do wstydu tym bardziej, że grając w Borussii Dortmund nauczył się niemieckiego. Dla uwiarygodnienia kampanii sponsorowanej przez McDonalds powinien jednak zmienić klubowe barwy i jak najszybciej rozpocząć grę w Hamburgerze.

Kategorie:



Działy: