Jeśli odprowadzamy czy odbieramy dziecko, absolutnie i pod żadnym pozorem nie wolno mu pomagać przy rozbieraniu się i ubieraniu! W szatni dziecko musi być samodzielne, bo zostanie bezlitośnie wyszydzone przez inne dzieci. Piętno ciamajdy przylgnie do niego na długo. Niech sobie inne mamy czy babcie robią, co chcą, proszę na to nie zwracać uwagi.
Jeżeli słabą stroną jest wiązanie butów - kupcie obuwie na rzepy. Jeżeli problem sprawia ekler w kurtce - poszukajcie guzików, rzepów albo poćwiczcie z dzieckiem w domu. Niedopuszczalny jest widok mamy czy babci w kucki lub zmieniającej naburmuszonemu albo rozgadanemu dziecku buciki. Ubrać się i rozebrać pierwszak musi umieć. Przecież na gimnastykę będzie się musiał przebrać w strój, a po lekcji znów w szkolne ubranie. I nikt go w tym nie wyręczy!
Ubranie szkolne musi być estetyczne, wygodne i funkcjonalne. Musi dawać dziecku pewną swobodę ale i właściwy, szkolny wygląd. Szkoła to nie rewia mody i nie zawody w tym, kto ładniejsze ubranie. Do tego trzeba dziecko przyzwyczajać. Tu nie przychodzi się przechwalać, tylko poznawać świat, zdobywać wiedzę. Powtarzajmy to dziecku od początku nauki. W ten sposób będziemy budować konsekwentnie jego system wartości i właściwie stymulować i kierunkować jego rozwój.

Jedzenie w szkole
Cztery godziny w szkole nie obędą się bez „pokrzepienia” i wzmocnienia sił. Nie znaczy to, że trzeba przygotować kanapki na każda przerwę, bo ani dziecko tego nie zje (kiedyś trzeba się przecież zrelaksować zabawą z kolegami) ani organizm tyle nie potrzebuje.
Jedna kanapka i jakiś owoc, wafelek bez czekolady, „Lubiś” czy „Knoopers” w zupełności wystarczą.
Unikajmy batonów z czekoladą, bo nie zawsze dziecko będzie miało możliwość umycia rak i buzi po zjedzeniu (albo zapomni o tym i plamy w zeszycie gotowe).
Kanapki powinny być zapakowane w sztywny, plastikowy pojemnik, żeby nie przypominały potem nieapetycznej „kluchy”. Do pojemnika warto włożyć także serwetkę papierową, żeby po jedzeniu było w co wytrzeć ręce i buzie.
Jeżeli w szkole dzieci będą dostawały mleko do picia, nie musimy dawać dodatkowych napojów. Jeśli nie - warto dać mały kartonik czy nietłukącą buteleczkę z soczkiem, zwłaszcza w ciepłe dni. Spragnione dziecko może tak chcieć pić, że skorzysta z wody „kranowej” w szkolnej toalecie. A temu lepiej zapobiec.
Warto także pamiętać, że nie zawsze w szkolnej ubikacji jest papier toaletowy. Dlatego w tornistrze powinna się znaleźć paczka chusteczek higienicznych „na wszelki wypadek”.
Czy korzystać ze szkolnej stołówki?
Jeśli dziecko zostaje na świetlicy - tak. Dłuższe przebywanie poza domem wymaga w jego wieku częstszych posiłków. Ciepły obiad może być niezastąpiony, nawet, jeśli mama po powrocie do domu i tak ugotuje drugi. Warto jednak najpierw porozmawiać w szkole z pracownikiem zajmującym się obiadami, wypytać, jakie posiłki są preferowane. Można też o to spytać rodziców starszych uczniów. W przypadku dzieci alergicznych trzeba spytać, czy jest możliwość przygotowania odpowiedniego pożywienia. Można też na próbę wykupić obiady na przykład na tydzień i sprawdzić, czy będą smakowały.
Dziecko bez pieniędzy
Choćby w szkole był sklepik, pierwszakowi nie należy dawać pod żadnym pozorem pieniędzy na takie zakupy!
Po pierwsze: wyda je na słodycze, chipsy i tym podobne „trucizny” (ajent sklepiku chce zarobić, więc ma to, co dzieci lubią, a nie to, co jest zdrowe i potrzebne).
Po drugie: posiadanie przez dziecko pieniędzy stwarza dla niego zagrożenie. Maluch z kasą jest z założenia ofiarą dla starszych uczniów, zbierających „haracze” czy wymuszających na własne zakupy. Pierwszak powinien starannie omijać okolice szkolnego sklepiku. To, co potrzebne, mama powinna zapakować do tornistra.