Chwila, kiedy nasze dziecko pójdzie po raz pierwszy do szkoły powinna być ważnym, radosnym wydarzeniem, któremu w domu trzeba nadać rangę rodzinnego święta. Może być nawet tort, może być wspólna wyprawa na lody czy pizzę.
Do tego święta trzeba dziecko przygotowywać, budować odpowiednią, uroczystą atmosferę. Pozwoli to skupić uwagę naszego Słoneczka (a i naszą) nie na lękach, ale na oczekujących przyjemnościach, „dorosłym” obowiązku, poczuciu własnej ważności i wartości.
Atmosfera przed szkołą
Kilka ostatnich dni wakacji trzeba poświęcić budowaniu takiej atmosfery. Złożą się na nią wspólne zakupy szkolnych przyborów, tornistra, książek. Zadbajmy, by choć kilka drobiazgów było atrakcyjnych. Nie musimy wydawać "bajońskich kwot", ale wybierzmy kredki, na opakowaniu których będzie ilustracja z ulubionego filmu, długopis, okładkę zeszytu z czymś, co dziecko będzie chciało mieć. Warto wsunąć do tornistra maleńką maskotkę „na szczęście”, jakiegoś „Misia - Szkolisia”, który będzie cichym towarzyszem, symbolicznym łącznikiem z mamą, z domem. To załagodzi rozstanie i da choćby minimalne poczucie bezpieczeństwa, które będzie funkcjonować w psychice dziecka.
Zakupy szkolne trzeba w domu razem pooglądać, porozmawiać o nich, podkreślić ich wagę, atrakcyjność. Zajrzyjmy razem do podręczników i ćwiczeniówek, powiedzmy dziecku, że chętnie będziemy się przyglądać, jak będzie odrabiało lekcje i w razie kłopotów służymy pomocą. Niech wie, że zawsze, nawet wtedy, gdy z czymś sobie nie poradzi - może na nasze wsparcie liczyć.
Tak samo uroczyście jak przybory - przygotujmy strój szkolny. I ten galowy, na rozpoczęcie roku, i ten na co dzień. Warto z dzieckiem w przeddzień przymierzyć je jeszcze raz, pochwalić jego „szkolny” wygląd. To da mu poczucie pewności, że koleżankom czy kolegom tez się spodoba, że nie będą go wyśmiewać, ze nie będzie wyglądać gorzej od innych. Tylko przypadkiem nie wbijajmy mu przy tym w głowę , że „mamusi skarb będzie najśliczniejszy ze wszystkich”! Jeśli w to uwierzy i zacznie zadzierać nosa - będzie mieć kłopoty od pierwszego dnia. Dlatego chwalmy z umiarem, dając poczucie spokoju i pewność akceptacji, a nie zachwytów i wyższości nad innymi.
Ostatni wieczór
Ostatni wieczór jest niezwykle ważny. Zadbajmy, by był uroczysty ale także by dziecko wcześniej położyło się spać. Musi być wypoczęte, aby w pełni sił zmierzyć się z wyzwaniem następnego poranka. I tak z pewnością będzie się długo kręciło przed zaśnięciem, bo emocje zrobią swoje. Może warto spędzić ten dzień na świeżym powietrzu? Wtedy wykąpane i wypucowane łatwiej zaśnie. Zadbajmy, aby nasze dziecko było pierwszego dnia w szkole (i każdego następnego oczywiście!) czyściutkie, pachnące, ze starannie uczesanymi włoskami, wyczyszczonymi uszami i pięknie przyciętymi paznokietkami. To są oczywiste drobiazgi, które może wywołają na Waszych twarzach uśmiech ale przypilnujcie, by w ferworze przygotowań nie przeoczyć czegoś.

Odprowadzić czy nie?
Pierwszego dnia - jeśli to tylko możliwe - TAK. Trzeba poznać dobrze drogę do szkoły. Byłoby wspaniale, gdyby przespacerować się z dzieckiem w okolice szkoły na przykład w piątek i sprawdzić godzinę uroczystego rozpoczęcia roku szkolnego a przy okazji omówić wszystkie miejsca, na które dziecko musi po drodze zwracać uwagę. Na pewno w pierwszych dniach nauki wychowawczyni obejdzie z dziećmi najbliższą okolicę szkoły i opowie im o zasadach bezpiecznego poruszania się ale... rodzicielska rozmowa z pewnością się przyda.
Odprowadzanie w następnych dniach czy przychodzenie po dziecko ma uzasadnienie przez pierwszy miesiąc. Chyba, że szkoła jest odległa od miejsca zamieszkania, a droga do niej nie jest bezpieczna. Wówczas można się podzielić obowiązkami z mamą czy babcią kolegi mieszkającego w pobliżu. Nie musimy codziennie odprowadzać swojego dziecka pod drzwi szkoły ani wyczekiwać w szatni na końcowy dzwonek. Jeśli szkoła jest kilka bloków dalej - już po tygodniu dziecko może wracać z kolegami. Można poobserwować z okna jak sobie radzi. Wiem, że każdej matce wydaje się, że jej opieka jest niezastąpiona, ale nie uchronimy dziecka przed spotkaniem ze starszymi kolegami, którzy mogą chcieć „złotówki”, bo wówczas nie moglibyśmy nawet wypuścić dziecka z kolegami na plac zabaw czy na boisko, aby pograć w piłkę. Musimy więc do tego przywyknąć. Nasze dziecko musi się nauczyć funkcjonować w grupie. Nie można go stale chronić, bo sobie później nie poradzi.