Konia z rzędem temu, kto nie miał „pietra” wkraczając po raz pierwszy w mury szkoły. Pamiętamy własny strach przed nieznanym. Własne, nie zawsze pozytywne szkolne doświadczenia. Obarczeni takim bagażem z lękiem oczekujemy dnia, gdy nasze dziecko wyjdzie z bezpiecznego przedszkola i spotka się z „prawdziwym”, szkolnym życiem. Normal 0 21
Rodzicielskie lęki
Boimy się nie tylko tego, że nowa Pani może nie zrozumieć naszej pociechy, że może nie docenić jego niewątpliwej doskonałości. Boimy się kolegów, którzy mogą być niekoleżeńscy, źli, zdemoralizowani. Boimy się starszych uczniów, którzy mogą zrobić krzywdę. Boimy się lekcji gimnastyki (bo dziecko się spoci i przeziębi albo sobie jeszcze nie daj Boże coś zrobi), przerw na zatłoczonym korytarzu, boimy się, że >Słoneczko< będzie głodne, że mu się będzie chciało pić albo siusiu. Boimy się tysiąca innych rzeczy, które w racjonalny sposób trudno wytłumaczyć postronnej osobie.
Najbardziej boimy się, że nie będziemy mogli towarzyszyć naszemu dziecku we wchodzeniu w nowy etap życia. Że nie podejrzymy „przez dziurkę od klucza” jak sobie radzi, jak jest przyjmowane przez otoczenie. Że nie będziemy mogli pobiec z odsieczą.
Zatopieni we własnych obawach, walczący z własnym stresem zapominamy, że mały człowieczek, o którego tak się lękamy, prawdopodobnie bardziej niż my przeżywa całą sytuację i że - jak nigdy dotąd - potrzebne mu nasze wsparcie i nasz spokój. Co zatem robić?
Primum non nocere... Przede wszystkim nie szkodzić!
Za żadną cenę nie wolno nam dopuścić do tego, żeby dziecko orientowało się w naszych niepokojach! To „nakręci” jego strach i spowoduje, że szkoła będzie mu się jawić jako groźny zespół wszelkiego zła. Zacznie się ból brzucha, bezsenność, apatia, popłakiwanie po kątach. W skrajnych przypadkach może się pojawić gorączka czy nawet nocne moczenie.

Nasze dziecko nie może bać się szkoły! Dlatego nie prowadźmy z nim rozmów typu:
„A na przerwę to najlepiej nie wychodź z klasy! A jak już musisz, to trzymaj się blisko Pani! I nie zadawaj się z łobuzami ze starszych klas! Jak cię będą zaczepiać, to zaraz idź do Pani i powiedz! I z tym Markiem z drugiej klatki broń Boże nie siadaj, bo to pewnie też łobuz, jakaś dziwna rodzina!”
Taka rozmowa przestraszy nasze dziecko ogromnie. Będzie siedziało w kącie, z góry przygotowane na nieszczęście, agresję ze strony silniejszych, starszych uczniów, czekające na nieunikniony cios. Odbierzemy mu całą radość zabaw na przerwach, poszukiwania nowych przyjaciół, adaptacji w grupie. Postawa ofiary nie uchroni go, a wręcz zachęci potencjalnych agresorów do przemocy.
Osiągniemy skutek dokładnie odwrotny do zamierzonego. Nie odradzajmy też pochopnie zawierania znajomości czy przyjaźni szkolnych. Czasem pozytywne stosunki z kolegą o którym mamy nienajlepsze ( często nieuzasadnione) zdanie mogą pomóc. Będzie od kogo pożyczyć zeszyt w czasie choroby, będzie z kim wykonać wspólne zadanie. A może starszy brat kolegi zadba „po bratersku” o wspólne bezpieczeństwo na korytarzu? Pozwólmy dziecku samodzielnie badać nowy świat.
To jego suma doświadczeń życiowych. Nie można chować go pod kloszem, bo wyrośnie na niezaradną mimozę, której w starszych klasach będzie jeszcze trudniej. Obserwujmy uważnie, rozmawiajmy dużo o szkole, o wrażeniach, o kolegach z klasy, o tym, co się dzieje na lekcjach , na przerwach, po drodze. Nasza wiedza pozwoli nam właściwie ocenić sytuację i zareagować wtedy, kiedy będzie taka potrzeba. Nie za wcześnie, „ na zapas”, nie za późno. W porę.