Jeszcze 10 lat temu wiedzę na temat dysleksji posiadało w Polsce zaledwie kilkaset osób, a odbiór społeczny tego schorzenia cechowało negatywne nastawienie. Większość uśmiechała się pod kpiąco słysząc kolejny wprowadzany w obieg termin medyczny, który ich zdaniem miał kamuflować lenistwo i nieuctwo. Nie do śmiechu było tylko dyslektykom i ich rodzicom. Na szczęście wiele się zmieniło.

Objawów dysleksji trudno nie zauważyć, ale bardzo łatwo je zlekceważyć. Każdy rok przynosi wyniki kolejnych badań nad tą chorobą. Dzięki nim znamy spory zbiór charakterystycznych zachowań - symptomów dysleksji, pojawiających się już u bardzo małych dzieci.

Maluch nie raczkuje

Zauważono na przykład, że dzieci z dysleksją mając około roku mają kłopoty z motoryką: kłopot sprawia im chwytanie przedmiotów, bo nie trzymają ich w rączkach z taka siłą, jakiej używają ich rówieśnicy. Maluchy te niechętnie się poruszają, a właściwie wcale w tym wieku nie raczkują - zaczynają robić to znacznie później.

Z wiekiem badane dzieci we wszystkim wyraźnie „odstawały" od grupy: w przedszkolu znacznie później niż reszta uczyły się podstaw logicznego myślenia, nie były na przykład w stanie używać zabawek , w których trzeba np. ułożyć obrazek, rysowanie sprawiało im kłopot, bowiem nie potrafiły utrzymać kredki czy pędzla, a przedstawione przez nich przedmioty rzadko w czymkolwiek przypominały oryginał. Później również uczyły się posługiwać sztućcami.

Zwierciadlane pismo

Już w przedszkolu mali dyslektycy zdradzają pierwsze symptomy tego, co przez lata stanie się ich przekleństwem: nauka czytania idzie jak po grudzie. Sześciolatek zapomina wyglądu liter, połyka całe głoski w wyrazie. Pod tym względem wyraźnie odstaje od reszty. Co gorsza mamy do czynienia z  problemem kaskadowym, który wraz z wiekiem narasta: przedszkolak, a potem uczeń wstydzi się swoich wad (tak właśnie je opisuje), odsuwa się od grupy, pogłębia w sobie niechęć do szkoły czy przedszkola, nauczycieli i rodziców. W podstawówce kiedy wszystkie dzieci dawno nauczyły się tego, że literka b to laska z brzuszkiem z prawej strony, a dyslektyk „uparcie" stawia tzw. zwierciadlane literki, rysując brzuszek z lewej strony. Nawet w szóstej klasie zdarzają mu się sytuacje, w których nie jest w stanie przeczytać prostego tekstu - w pewnym momencie po prostu się zacina.

Ponadprzeciętnie zdolni

Dysleksja jest podstępna. Dziecko dyslektyczne wprawdzie wolno, ale jednak progresywnie uczy się kolejnych umiejętności. Poza tym jest jak inne radosne, lubi się bawić, śmiać, przebywać w grupie rówieśniczej. Prościej mówiąc: generalnie nie różni się od reszty. Co więcej są to maluchy o wiele bardziej błyskotliwe i inteligentne niż rówieśnicy. Dlatego rodzice lekceważą problem dopóki się da.

Wielu postanawia „coś z tym zrobić" przed egzaminami - np. sprawdzianem kończącym podstawówkę. O wiele za późno: samo odpowiednie wypełnianie deficytów w czytaniu zabrać może nawet cztery lata.

Co robić?

Przede wszystkim nic na własną rękę. Dysleksja to choroba i jej leczeniem powinien zająć się specjalista - niewiele pomogą tu rady znajomych czy babci. Idź do najbliższej poradni psychologiczno - pedagogicznej, w każdym większym mieście mieści się przynajmniej jedna taka placówka. Niech cię nie zrażą odległe terminy wizyt czy sugerowany, długi czas „kuracji". Z poradni wyjdziesz uzbrojona w dziesiątki ćwiczeń i zadań odpowiednich dla wieku twojego dziecka. Musisz być konsekwentna: po pracy trzeba je do znudzenia powtarzać - zgodnie z poleceniami fachowca. Tylko systematyczność przyniesie efekty.

Obrzydliwy mit: on/ona ma coś z głową

Nigdy nie pozwól sobie wmówić podobnej bzdury. Dysleksja nie jest chorobą psychiczną. Najnowsze badania wskazują, że jej źródło tkwi w ludzkiej genetyce. Genialny fizyk Albert Einstein, angielski mąż stanu Winston Chrchill czy najsławniejszy bajkopisarz Jan Christian Andersen - wszyscy byli dyslektykami.

Kategorie:



Działy: