źródło: PAP/Leszek Szymański
Młoda, piękna, utalentowana aktorka. Role w „Magdzie M.”, „Nie kłam kochanie”, „Teraz albo nigdy”, „Ciachu”, „Chichocie losu”, a także świetny występ w „Tańcu z gwiazdami” zrobiły z Marty Żmudy Trzebiatowskiej gwiazdę. Mogłaby zachłysnąć się tą popularnością, zakochać w sobie. Ale ona niezmiennie jest zakochana w Adamie.
Walentynki to dla Ciebie powód do świętowania?
Marta Żmuda Trzebiatowska: Zabawne, bo nie pamiętam roku, w którym obchodziłabym to święto 14 lutego. Staram się, by Dzień Świętego Walentego trwał przez 365 dni w roku, i ta data nie ma dla mnie większego znaczenia. Choć pamiętam, że gdy byłam nastolatką i przeżywałam pierwsze miłości, tego dnia byłam zawsze bardzo podekscytowana. W szkole działała poczta walentynkowa, która roznosiła listy i kartki miłosne od anonimowych wielbicieli. Zawsze było miło dostać taki tajemniczy list i przez kolejne dni domyślać się, kto mógłby być jego adresatem. Kilka z tych pięknych kartek mam do dziś. Wciąż lubię to święto, jak zresztą każde, któremu towarzyszą pozytywne emocje.
Czy to jednak nie smutne, że ludzie zwykle okazują sobie uczucia od święta?
Gdybym miała taką moc, sprawiłabym, aby ludzie okazywali sobie czułość i miłość każdego dnia w roku, tak jak 14 lutego. Może to banał, ale z pewnością świat byłby wtedy piękniejszy. Ludzie często wstydzą się okazywać uczucia, co nie znaczy, że nie potrafią pięknie kochać. Często wzruszam się, gdy widzę staruszków, którzy trzymają się za ręce. Mimo siwych włosów wyglądają co najmniej dziesięć lat młodziej. Można powiedzieć, że miłość jest najlepszym kosmetykiem.

Mężczyźni w ogóle niechętnie okazują uczucia. Masz na to jakiś sposób?
To chyba nie jest prawda, to stereotyp. Po prostu nasze języki uczuciowe i tym samym potrzeby bardzo się różnią. Amerykańska pisarka Dorothy Parker ujęła to kiedyś zgrabnie w kilku słowach: „Gdyby mężczyzna nawet potrafił zrozumieć, co myśli kobieta, i tak by w to nie uwierzył”.
Ale miłość jest najważniejsza…
Na pewno dobrze iść przez życie we dwoje. Pamiętasz film „Babel”? Kate Blanchett i Brad Pitt w rolach głównych grają małżeństwo, które po stracie dziecka wybiera się w podróż do Maroka. Chcą poprawić swoje małżeńskie relacje. Wycieczka kończy się tragicznie. Susan zostaje przypadkowo postrzelona przez synów pasterza, którzy na pobliskim wzgórzu, dla zabawy, strzelali do autokaru pełnego turystów. Film jest współczesną wersją biblijnej opowieści o budowaniu wieży Babel. Opowiada o braku porozumienia pomiędzy bohaterami, co stanowi główną przyczynę ich dramatów. Ten film ostrzega, jak może wyglądać życie, kiedy nie ma miłości.
Nie sądzisz, że dziś słowo „miłość” trochę się zdewaluowało? W pogoni za życiem, karierą, bogactwem ludzie nie mają na nią czasu…
O tym też opowiada ten film. Jeden z wątków rozgrywa się w Japonii, w kraju, w którym na kilometr kwadratowy przypada ok. 340 osób, kraju niezwykle rozwiniętym, gdzie ludzie żyją obok siebie zupełnie anonimowo, goniąc za dobrobytem. To wątek opowiadający historię dorastającej, głuchoniemej córki biznesmena, która nie potrafi poradzić sobie ze swoimi emocjami i jest totalnie zagubiona. Wydaje się, że ma wszystko, ale w życiu nigdy nie zaznała prawdziwej miłości, która pomogłaby jej uporać się z problemami. Bo przecież kochać to nie znaczy mówić pięknie o miłości.
Jak miłość pielęgnować? Ty kręcisz „Julię” w Krakowie, Adam jest w Warszawie. Oboje jesteście bardzo zapracowani.
Czasami dystans bardzo sprzyja miłości, bo człowiek ma szansę zatęsknić i ją docenić. Wiesz, jakie cudowne są powroty po takiej kilkudniowej rozłące!? Bardziej szanuje się każdą wspólnie spędzoną chwilę i nie ma czasu na bezsensowne sprzeczki. Najważniejsze chyba jest to, by ciągle podsycać żar i dbać, aby nigdy nie zgasł płomień.
A może rozstania pomagają?
Myślę, że odrobina tęsknoty jeszcze nikomu nie zaszkodziła. Maria Kuncewiczowa napisała, że „tajemnicą miłości jest równe z obu stron napięcie tęsknoty”.

Często stawia się znak równości między miłością a zauroczeniem, oczarowaniem. Słusznie?
Nie umiem odpowiedzieć na to pytanie, nie jestem ekspertem w tej dziedzinie. Wiem tylko tyle, że na pewno są różne rodzaje miłości i im jestem starsza, tym pełniej i piękniej potrafię ją odczuwać. Dla mnie miłość to przede wszystkim intymność, zaufanie, zrozumienie, oddanie, bezpieczeństwo, szaleństwo… Przychodzi mi teraz na myśl „Hymn o miłości”, czyli „Pieśń nad pieśniami Nowego Testamentu”, która często odczytywana jest na ślubach. Ten tekst wyraża wszystko.
Jak rozpoznać miłość?
Dopada cię znienacka, zawsze wtedy, gdy jej nie szukasz, gdy na nią nie czekasz i gdy nie masz na nią czasu, objawia się przyspieszonym biciem serca i takimi dziwnymi ruchami w brzuchu, które niektórzy określają mianem motyli.
Zawsze fałszuje ci obraz świata, bo widzisz go nagle w kolorach tęczy, i często kończy się wraz z odejściem lata… To tak pół żartem, pół serio… Na poważnie – nie mam pojęcia. Myślę, że dopiero u kresu życia można wypowiadać się na ten temat.
A miłość od pierwszego wejrzenia? Widziałaś taką?
Chyba ten termin dotyczy bardziej mężczyzn niż kobiet, bo podobno to „mężczyźni zakochują się, patrząc na kobiety. Kobiety, kiedy słuchają mężczyzn”. Muszę przyznać, że coś w tym jest.
Młodzi ludzie są dziś w ogóle zdolni do miłości? Do wyrzeczeń, jakie ona ze sobą niesie?
Myślę, że młodzi ludzie w dzisiejszym świecie są bardzo samotni i niezwykle pragną miłości, zrozumienia. Nasz świat stał się bardzo wirtualny, dziś ludzie częściej spotykają się w sieci niż w realu, w cztery oczy. Wszystkiemu oczywiście winny jest nasz szalony świat, który pędzi coraz szybciej, doba zdaje się coraz krótsza i ciągle na nic nie ma czasu. Jak słucham czasem moich starszych kolegów z teatru, którzy opowiadają mi, że kiedyś po każdym spektaklu aktorzy zostawali w garderobach do późnych godzin, pili wino, dyskutowali, to marzę o takich czasach. Dziś najczęściej każdy jak najszybciej ucieka do swoich obowiązków, bo od rana ma mnóstwo zajęć. Świat trochę zwariował i jak tu w tym pędzie znaleźć prawdziwą miłość i jak ją pielęgnować?
Trudno też chyba wyrzec się miłości własnej, pójść na kompromis, zrezygnować z siebie – a tego wielkie uczucie wymaga.

Na tym chyba polega mądrość w miłości. Choć mówią również, że „miłość to egoizm we dwoje”.
Z czego byś na pewno zrezygnowała dla tego jednego jedynego?
Nie umiem odpowiedzieć na te pytania. Nigdy nie musiałam z niczego rezygnować. Jestem szczęściarą, bo nigdy też nie zostałam naprawdę zraniona, więc ciężko mi gdybać.
Co – Twoim zdaniem – jest najważniejsze w dobrym związku?
Chyba wspólne stawianie czoła problemom. Życie, niestety, nie jest usłane różami i jeśli nie umie się rozmawiać o swoich oczekiwaniach, potrzebach w stosunku do drugiej osoby, to wtedy miłość umiera. Oczywiście przy założeniu, że równie dużo, a może nawet i więcej wymagamy od siebie samych.
A poszłabyś z miłości na całość? Zrobiłabyś wszystko? Jak kobiety Dostojewskiego, Czechowa, które kochają swego mężczyznę, mimo że pije, bije, zdradza?
Pamiętam, jak będąc nastolatką, zaczytywałam się w „Annie Kareninie” i marzyłam o szalonej, romantycznej miłości. Dziś mam wystarczająco dużo emocji i adrenaliny, wcielając się w różne postacie na planach filmowych czy na deskach teatru. W życiu prywatnym szukam stabilizacji, oparcia, ciepła i równowagi. Niepotrzebne mi wielkie romantyczne zrywy, które kiedyś kojarzyły mi się z „prawdziwą miłością”. Dziś inaczej na to patrzę i myślę, że nie na tym polega prawdziwa, dojrzała miłość.
Kochasz za coś czy mimo wszystko?
Ani tak, ani tak. Gdybym umiała powiedzieć, za co kocham, to nie byłaby to prawdziwa miłość; mimo wszystko – akceptuję wady, ale też nad nimi pracuję, tak samo jak ciężko pracuję nad sobą i swoimi wadami. Dużo wymagam w miłości, ale i równie dużo daję.
A co zrobić, gdy mija taniec godowy? Co wtedy jest iskrą w związku?
To nieuniknione. Trzeba się z tym pogodzić. Euforia zakochania to tylko jeden z kolorów miłości. Może ona przerodzić się w piękną, dojrzałą miłość.

Po czym poznać, że uczucie koroduje?
Myślę, że gdy ludzie ze sobą nie rozmawiają, to jest znak, że przestaje im na sobie zależeć. To niebezpieczny sygnał, że coś zaczyna szwankować. Kiedyś mama powiedziała mi coś bardzo mądrego, co procentuje w moim dorosłym życiu: „Nie oczekuj od drugiego człowieka tego, że odgadnie, o czym marzysz, czego pragniesz, tylko po prostu mu to powiedz. To bardzo ułatwia życie i uchroni cię przed rozczarowaniami”.
Mężczyzna powinien imponować kobiecie?
Oczywiście! Mężczyzna jest wizytówką kobiety i o niej świadczy. Na pewno powinien mieć swoje pasje, swój integralny świat, do którego kobieta nie powinna mieć dostępu. Ale podobnie jest, jeśli chodzi o kobietę. Myślę, że powinni się nieustannie wzajemnie inspirować, budować, wzmacniać. Tworzyć integralną całość, zachowując jednocześnie własną odrębność i indywidualność.
Czego szukasz w mężczyźnie?
Siły. Choć wydaje mi się, że jestem silną, samowystarczalną, dobrze sobie radzącą w życiu młodą kobietą, to czasem lubię poczuć się kruchą istotką i schronić w silnych męskich ramionach.Zrozumienia. Choć niekiedy mam wrażenie, że posługujemy się dwoma różnymi, zupełnie niezrozumiałymi dla siebie językami, mężczyzna potrafi być lepszą przyjaciółką niż niejedna kobieta.
Poczucia humoru. Lubię, gdy wszystkie sprzeczki czy moje humorki obraca w zgrabny, inteligentny żart. Mogłabym długo wymieniać…
Może być romantyczny czy to jest niemęskie?
Nic nie uwłacza jego męskości! To wymyślili inni mężczyźni, z różnych pobudek: kompleksów, zazdrości. Podobnie jak hasło „pantoflarz”. Tak naprawdę każdy chciałby znaleźć się pod jakimś pantofelkiem. Romantyczny mężczyzna może być bardzo męskim mężczyzną!
Jak podziwiać wciąż tego samego?
Myślę, że trzeba inwestować w siebie i wciąż się rozwijać.

Czego najbardziej boisz się w miłości?
Utraty bliskiej mi osoby, że kiedyś może jej zabraknąć... Rozmawiałam ostatnio z moją babcią, która przeżyła ponad 50 lat z dziadkiem. Dziś jest już sama, bo dziadek kilka lat temu odszedł. Powiedziała, że ogromnie za nim tęskni, że jej życie bez niego nie ma sensu i czeka na dzień, kiedy znowu będą razem. To było piękne, wzruszające wyznanie. A kiedy zajrzałam jej głęboko w oczy, zrozumiałam dokładnie, o co jej chodzi. To była prawdziwa miłość.
Gdybyś mogła stać się którąś ze swoich bohaterek, zakochać się jak one, przeżyć taką miłość, którą byś wybrała i dlaczego?
Chyba przytrafiło mi się coś takiego. Podobnie jak Joanna Konieczna w „Chichocie losu” spotkałam w trudnym momencie swojego życia mężczyznę jakby „nierealnego”, anioła, który zawsze był blisko, gdy go potrzebowałam, i chroni mnie do dziś.