Kiedy ok. 15 tys. lat temu lodowiec pokrywający północną część Europy zaczął ustępować, pozostawił po sobie rozsiane po całej Europie bajeczne, górskie krajobrazy i wypełnione jeziorami doliny. Jedną z takich krain, która zachwyca bogactwem form i krajobrazu jest rejon Lake District, położony w środkowo-zachodniej Anglii, w hrabstwie Kumbria.
Jest to jedno z najpopularniejszych miejsc wypoczynkowych Wielkiej Brytanii. Dlaczego? Po kilku dniach pobytu odpowiedź staje się oczywista. Zdobywając kolejne szczyty, przeglądając się w przejrzystych jeziorach, pokonując kilometry górskich szlaków pośród drzew, krzewów i zielonych łąk, a także porośniętych mchem skał, napotykając pasące się na zboczach owce, łatwo zapomnieć o codzienności i całkowicie zatopić się w bezkresnej naturze. Taki odpoczynek, choć opłacony wspinaczką i nieraz długim marszem, przynosi prawdziwe ukojenie dla ciała i umysłu.
Owa kraina jezior i gór, pośród których znajduje się najwyższy szczyt Anglii - Scafell Pike, wznoszący się na wysokość 978 m n.p.m., od wieków stanowiła inspirację dla artystów, szczególnie w dobie romantyzmu. John Constable nazwał ją "najpiękniejszym w świecie krajobrazem" i wielokrotnie uwieczniał na swoich płótnach. Przeważają tu doliny układające się w literę "U", wypełnione głębokimi jeziorami, ukryte pomiędzy szczytami stawy, porośnięte wrzosami i paprociami skaliste zbocza gór, z niższymi partiami dębowych lasów, torfowisk, u podnóża których w XIX wieku powstawały plantacje sosny. Wszystko to obejmuje utworzony w 1951 roku Park Narodowy Lake District, o powierzchni 2,292 km2. Na zwiedzanie tego regionu warto przeznaczyć minimum kilka dni.

Kraina Jezior jest znakomicie oznakowanym i oszlakowanym terenem i nie sposób tutaj się zgubić, co jeszcze nie zwalnia z konieczności posiadania mapy. A ponadto odpowiedniego zaopatrzenia i ubioru, gdyż pogoda lubi być tu kapryśna. Zaczynając wędrówkę przy słonecznej aurze, można zakończyć ją w strugach deszczu. Pomimo wszelkich przeciwności na szlakach panuje duży ruch, zwłaszcza podczas weekendów i w okresie wakacyjnym. Górskie łańcuchy pokonują nie tylko zapaleni górołazi, ale i rodziny z dziećmi wraz z domowymi pupilami. Sprawia to, że nawet najdłuższe i najcięższe trasy wydają się łatwiejsze do przebycia.
Z mapą w ręku, dobrym humorem i prowiantem zdobywamy kolejne szczyty - Skiddow, Dale Head, Robinson, Catbells... a wokół jeszcze tyle innych miejsc do odwiedzenia. Trasy łatwiejsze i trudniejsze, co kto lubi. Niektóre szlaki, jak np. prowadzący na High Stille, wznoszą się początkowo ostro pod górę, by potem biec grzbietem łączącym kolejne wzniesienia wokół doliny Enneralde. A za każdym szczytem roztaczają się nowe, zapierające dech w piersi widoki. Przebycie górskiego szlaku zawsze przynosi dużo satysfakcji i niezwykłych wrażeń. Dopiero ze szczytów można podziwiać w pełnej okazałości niektóre partie i masywy gór, ukryte w dolinach jeziora i pastwiska pełne owiec, a także odległe wioski i miasta.
Oczywiście możliwe jest to tylko w bezchmurny i bezdeszczowy dzień. Niestety zdarzyć się może, że deszcz i mgła ograniczają widoczność do kilku metrów. Wtedy najlepiej pozostać w mieście i posłuchać pogaduszek przy piwie w lokalnym pubie. Miejscowi mieszkańcy z chęcią opowiadają przeróżne historie i legendy, a także zdradzają znaczenie niektórych nazw. Wiele słów używanych w nazwach ma skandynawską etymologię. Związane jest to z obecnością Wikingów na tych terenach, w zamierzchłych czasach. Razem z wywodzącymi się z dialektu kumbryjskiego cechami tworzą one charakterystyczny i jedyny w swoim rodzaju język. I tak np. "fell" - oznacza wzgórze, górę, i pochodzi ze staronorweskiego "fjall", zaś "beck" - oznaczające strumień, ma także pochodzenie staronorweskie, od słowa bekkr. Ciekawostką jest też fakt, że do miejscowych pubów i restauracji można przyprowadzać również psy, które spokojnie leżą pod stołami, u boku swoich właścicieli. Wprowadza to prawdziwie rodzinną i serdeczną atmosferę.

Naszym punktem noclegowym była miejscowość Keswick - serce północnej części Lake District. Przeważa tutaj mieszczańska, wiktoriańska zabudowa. Wąskie uliczki, plac główny z targowiskiem i gdzieniegdzie brukowana kostka na ulicy. I mnóstwo lokalnych pubów i kawiarni, gdzie przy kuflu piwa odpoczywamy po długim i wyczerpującym dniu wędrówki oraz smakujemy specjałów lokalnej kuchni. Z klimatu XIX-wiecznego miasteczka wyrywa nas niezliczona ilość sklepów z "outdoorowym" zaopatrzeniem. Każdy kolejny prześciga się w ofertach specjalnych. Można przyjechać tutaj zupełnie nieprzygotowanym na górskie wyprawy i zdobyć wszelkie potrzebne rzeczy na miejscu. Pytanie tylko, czy warto tracić czas na odwiedzanie sklepów, podczas gdy tuż za rogiem czeka na nas górska przygoda?
Tekst i foto: Anna Rendecka