Ponadczasowa klasyka Chanel No. 5
Perfumami, które zachwycają już od prawie stu lat, niezmiennie królując wśród innych zapachów, są Chanel No. 5. O ich wyjątkowości można by pisać długo, ale liczby mówią same za siebie. Flakonik tych perfum jest sprzedawany średnio co 30 sekund na świecie. Jest to zapach najbardziej rozpoznawalny, kojarzony z luksusem, elegancją i ponadczasową klasyką.
Będąc już cenioną projektantką w świecie mody, Coco Chanel zapragnęła wprowadzić na rynek perfumy, które będą pachnieć jak kobieta. W Chanel No. 5 znaleźć można naturalne olejki różane, liliowe, jaśminowe, z bergamotki, cytryny i drzewa sandałowego, ze zdecydowanym akcentem aldehydowym. Wydawać się może, że wczesne lata jej życia miały wpływ na ostateczny zapach perfum. Jako córka praczki łączyła zapach mydła i czystości z czymś przyjemnym i kojącym. W późniejszym życiu, podczas występów w kawiarniach, często narzekała na panujące tam nieprzyjemne zapachy. Z jednej strony pragnęła stworzyć zapach kobiecy, zmysłowy, z drugiej jednak taki, który na myśl przywodziłby czystość i świeżość. Ówcześnie taki rezultat otrzymywano, używając woni cytrusów, ale nie o tym marzyła Chanel. Nikt z perfumiarzy nie chciał podjąć rzuconego przez nią wyzwania, do czasu, kiedy z propozycją nowych zapachów pojawił się Ernest Beaux.

O powstaniu Chanel No. 5, jak i o samej ich nazwie, krąży wiele legend. Podobno Beaux przedstawił Chanel dziesięć ponumerowanych propozycji. Najbardziej przypadł jej do gustu numer pięć i to on stał się nazwą perfum. Sama Chanel miała słabość do tej cyfry, uważając ją za przynoszącą szczęście (nawet oficjalna premiera perfum miała miejsce piątego maja). Mówi się, że do mieszanki numer pięć asystent Beauxa dodał zbyt dużo aldehydów, co Chanel uznała za atut, ponieważ to one dodały perfumom czystego, mydlanego zapachu, którego tak bardzo szukała. Sam perfumiarz twierdził, że był to efekt zamierzony, będący wynikiem poszukiwań uchwycenia świeżości.
Promocja zapachu przebiegała w sposób dyskretny – Chanel spryskiwała nim swoje klientki, pytając o ich opinię. Perfumy szybko stały się pożądanym produktem, a kobiety oszalały na ich punkcie.
Chanel No. 5 może się szczycić również wyjątkowo udaną kampanią marketingową. Pierwsze reklamy przedstawiały samą Coco Chanel w wieczorowej sukni, tym samym kładąc nacisk na wyjątkową elegancję perfum. W kolejnych latach twarzami marki stały się największe gwiazdy, podkreślając ich wyjątkowość: Catherine Deneuve, Lauren Hutton, Carole Bouquet, czy Nicole Kidman i Audrey Tautou. Sama Marilyn Monroe przyznała się, że śpi jedynie w kilku kroplach Chanel No. 5, a i współczesne wielkie gwiazdy kina nie potrafią się rozstać z tym zapachem. Niedawno pojawiła się również informacja, iż najnowszą twarzą Chanel No. 5 będzie… Brad Pitt! To pierwszy raz w historii firmy, kiedy mężczyzna będzie reprezentował kobiece perfumy.
Chanel No. 5 nawet po prawie stu latach są nadal równie popularne jak kiedyś. Ich flakon oraz sama formuła są poddawane co jakiś czas niewielkim zmianom, aby lepiej dostosować się do panujących gustów. Niemniej wciąż są silnie związane z tym, co zaprezentował po raz pierwszy Ernest Beaux w 1921 roku.
Orientalna miłość Shalimar
Jesteśmy przyzwyczajeni do oglądania miłosnych uniesień na ekranach kin lub też wczytywania się w romantyczne perypetie bohaterów w książkach. Nikt chyba jednak nie przypuszczał, że równie dobrym medium do przekazywania historii miłosnych są perfumy. Na ten pomysł wpadł Jaques Guerlain, tworząc w 1921 roku zapach Shalimar. Ówcześnie wypromowanie produktu za sprawą porywającej serca legendy było znakomitą kampanią reklamową gwarantującą sukces, a Guerlain uwielbiał dodawać swoim kompozycjom nutę historycznego uniesienia. W przepięknym flakonie, przywodzącym na myśl drogocenny skarb, zamknięto historię władcy Indii – Szahdżahana i jego trzeciej małżonki Mumtaz Mahal. Ich miłość nie znała granic, byli sobie niezwykle oddani i nie widzieli poza sobą świata. Jednak podczas narodzin ich czternastego dziecka, Mumtaz Mahal zmarła, zostawiając po sobie owdowiałego szacha i nieopisany wprost smutek. Władca Indii, chcąc oddać hołd ukochanej żonie, polecił zbudować piękne mauzoleum, w którym spoczną doczesne szczątki jego żony, a cały budynek otoczony będzie pięknym ogrodem zwanym Shalimar, czyli „świątynią miłości”. Tym pomnikiem na cześć Mumtaz Mahal jest Tadż Mahal.

W latach dwudziestych, kiedy powstał Shalimar, istniała pewnego rodzaju moda na orient. Rozczytywano się w opowieściach inspirowanych krajami Dalekiego Wschodu, na ekranach kin obejrzeć można było filmy z kuszącymi amantami z Rudolfem Valentino na czele, a i moda nie pozostawała temu obojętna. Sama nazwa Shalimar była tak popularna, że doszło nawet do wojny sądowej między Guerlain a konkurencyjną firmą o użycie jej w swojej ofercie.
Orient dostarczał natchnienia, kojarzony był z tajemnicą, egzotyką i płomienną miłością. Shalimar idealnie wpasował się w ówczesne trendy, a jego niepowtarzalny zapach skradł serca wielu kobiet.
Tajemnicą składu perfum jest otrzymywany w procesach chemicznych związek, wanilina, który stał się niezwykle popularny. Zaczęto go używać nawet w przemyśle spożywczym, jako dodatek do czekolady i napojów. Guerlain sam uważał wanilię za kwintesencję orientu, zapach działający na zmysły, prawdziwy afrodyzjak. Poza tym składnikiem flakon Shalimar zawiera olejki otrzymywane z bergamotki, róży, jaśminu, drzewa sandałowego, mirry.
Sam zapach raz na dekadę przechodzi zmiany, aby lepiej dostosować się do obecnych trendów na rynku, jednak nadal kusi obietnicą tajemnicy, miłości i dalekich podróży.
Joy, czyli radość ponad wszystko
Perfumy, które napawają radością, optymizmem i poprawiają nastrój. Takie przesłanie miał nieść w sobie zapach Joy stworzony przez francuskiego projektanta Jean Patou. Zasłynął on z tworzenia kreacji na indywidualne zamówienie, haute couture, ale jednocześnie jego stroje odznaczały się prostotą, klasyczną elegancją i wygodą noszenia. Idealnie wpasował się w nurt emancypacji kobiet, a jego projekty cieszyły się dużą popularnością, szczególnie wśród bogatej klienteli.
Powstanie perfum Joy jest dość nietypowe, ponieważ w ciężkich czasach, kiedy ludzie borykali się z licznymi problemami natury materialnej, Patou potrafił stworzyć i wypromować perfumy, które ciągle cieszą się niesłabnącą popularnością. Powstanie zapachu miało swój początek w czasie wielkiej tragedii, jaką był krach na Wall Street w 1929 roku. Ludzie w jednej chwili tracili majątki swojego życia, co w rezultacie uszczupliło również portfel Jean Patou, ponieważ zrezygnowało z jego kreacji wiele amerykańskich klientek. Jako odzew na zaistniałą sytuację, postanowił postawić wszystko na jedną kartę i stworzyć zapach właśnie dla nich – jego bogatych, amerykańskich klientek, aby mogły zaznać odrobinę luksusu i radości nawet w tych ciężkich czasach.
Zapach skomponował Henri Alméras i z założenia nie miał być to produkt tani o niskiej jakości. Patou stawiał na najlepsze i najbardziej cenne składniki, by stworzyć zapach luksusowy i najdroższy w historii. Brzmi to dość paradoksalnie w czasach krachu ekonomicznego, jednak Patou stwierdził, że skoro jego klientki nie mogą pozwolić sobie na nowe ubrania, chętnie sięgną po wyszukane perfumy, aby dodać sobie pewności siebie w tych trudnych czasach i podkreślić swój status. Głównym składnikiem Joy jest całe mnóstwo kwiatów, które mają tu trzykrotnie większe stężenie niż w typowych perfumach. Są to róża, jaśmin, orchidea, ylang-ylang oraz cybet i drzewo sandałowe. Zawartość kwiatów jest zaskakująca, ponieważ na stworzenie 30 ml perfum zużywa się 10 tys. kwiatów jaśminu i 336 róż!
Flakon, w którym zamknięto perfumy, jest równie cenny jak jego zawartość. Stworzony został z kryształu jednej z najsłynniejszych firm wytwarzającej biżuterię i buteleczki na perfumy – Baccarat. Futerał ozdobiony jest złotem i ekskluzywną tkaniną, aby podkreślić ich wyjątkowość.
Wolność, lekkość, L’Air Du Temps
Zapachem, który nie tylko rozbudzał zmysły, ale i dawał nadzieję, poczucie wolności i radości stał się L’Air Du Temps, sygnowany przez dom mody Nina Ricci. Za powstaniem zapachu stoi jednak syn projektantki, Robert, który to zaraz po wojnie postanowił stworzyć perfumy niosące obietnicę pokoju. W ich wykreowaniu pomógł mu ówczesny znakomity perfumiarz Francis Fabron.
Wypuszczenie na rynek tego zapachu w 1948 roku stało się początkiem nowych czasów, pełnych miłości, bliskości, radości, a przede wszystkim wolności. Mężczyźni po wojnie wracali do swoich domów, a kobiety mogły poświęcić się rodzinie. Nastał czas spokoju, który Ricci chciał przedstawić w swoim zapachu. Jego zdaniem perfumy były pewnego rodzaju aktem miłości, a ich woń powinna przyciągać i kusić, ale w sposób delikatny i zmysłowy.
Rzeczywiście był to produkt wyjątkowy, ponieważ znacznie wyróżniał się lekkością i harmonią na tle ówczesnych mocnych i zdecydowanych zapachów. Sam jego skład był prosty, a odnaleźć w nim można jaśmin, różę, fiołka, konwalię, gardenię, drzewo sandałowe, piżmo w połączeniu ze związkami aldehydowymi.
Nie tylko sam zapach odwoływał się do wolności i romantycznej kobiecości, ale i flakon tych perfum. Okrzyknięty najpiękniejszym w historii perfumiarstwa, został stworzony przez syna sławnego jubilera Marca Lalique. Kryształowa butelka zwieńczona jest parą gołębi symbolizujących wolność i pokój.
Co ciekawe, skład perfum nie tylko nie zmienił się od ponad 60 lat, ale i w tajemnicy trzymane są dokładne jego proporcje. Zapach ten jest ponadczasowy, bo nawet obecnie jest jednym z najlepiej sprzedających się na świecie.
Perfum, które uchodzą za kultowe i są rozpoznawalne, oczywiście można by wymienić więcej. Jednak nie wszystkie z nich mogłyby się poszczycić tak ciekawą historią w tle oraz wieloma latami tradycji. Przedstawione zapachy przetrwały całe pokolenia i, jak widać, ich popularność nie maleje. To chyba najlepiej świadczy, jak bardzo przyzwyczajmy się do zapachów, które kochamy.