źródło: Bobby Earle - Fotolia.com
Czy ktoś wie, dlaczego to właśnie w środku zimy przypada święto miłości? Środek lutego, wydaje się kompletnie nie współgrać z gorącym, jak wulkan uczuciem.
Do tego szukanie historii z kombinacją czerwonych serduszek, czekoladek, kwiatów, świec, pocałunków i spojrzeń w tle jest nużące. Wszystko przecież już było… A jednak! Natrafiłam na dwie fantastyczne opowieści o utalentowanych mężczyznach, którzy z miłość uczynili swego rodzaju pomysł na biznes i, co najważniejsze, są zakochani nie tylko w swojej pracy!
Aparat fotograficzny Konrada i narzeczona Ola
Konrad to uśmiechnięty facet o artystycznej duszy i łagodnym usposobieniu. Spotykam się z nim w jednym z łódzkich, offowych lokali. Za oknem trzaska mróz, więc zanim zaczniemy rozmowę, zamawiam herbatę. Konrad stawia na czarną kawę. Mamy mało czasu. On śpieszy się na spotkanie z narzeczoną. Ślub coraz bliżej a on należy do tych zaangażowanych. Trzyma rękę na pulsie i nic dziwnego – zna się „weselnych sprawach” jak mało kto. Pracuje jako fotograf. A zdjęcia ślubne to jedna z gałęzi jego biznesu. I muszę przyznać, że zdjęcia zakochanym potrafi robić jak mało kto!
MM: Jesteś z wykształcenia polonistą, wydałeś kilka tomików wierszy. Teraz fotografia. Jak zaczęła się twoja artystyczna przygoda z robieniem zdjęć?
KC: Zabawne, początki mojego fotografowania dotyczą miłości. Wcześniej, jak słusznie zauważyłaś, zajmowałem się pisaniem. Na premierze swojej książki poznałem pewną uroczą panią fotograf, która podarowała mi później pierwszy aparat. Kiedy wywołaliśmy razem pierwszą kliszę, powiedziała - powinieneś kupić drugą. Kupiłem jeszcze wiele, wiele klisz. I tak zostało. Z czasem zainteresowania przerodziły się w pasję, pasja w zawód. Dzisiaj fotografuję, głównie śluby, sam, razem z narzeczoną, przygotowując się do własnego.
MM: Jesteś zakochany i pracujesz w miłosnym biznesie. Co pociąga cię w tej pracy najbardziej?
KC: Klimat jaki tworzą ludzie. Lubię patrzeć na uczucia. Często z parami wyruszamy na całodzienne plenery, co wiąże się z długimi podróżami. Właśnie wtedy się poznajemy, wtedy też mam szansę zobaczyć prawdziwe, nieprzysłonięte stresem Wielkiego Dnia Ślubu relacje pomiędzy Panem i Panią Młodą. Małe czułości i drobne sprzeczki. I właśnie takie "małe rzeczy" tworzą klimat tej pracy, śmiech pełen łez.
MM: Musisz się zbliżyć do par z którymi pracujesz? To chyba trudne?
KC: Mimo wszystko staram się zachowywać pewien dystans w relacjach z klientami. Pozwala nam to na szybszą, konkretną i owocną współpracę. Jednak kiedy nasza współpraca się kończy, pozostają ciepłe relacje, niestety nie da się utrzymywać bliższej znajomości ze wszystkimi. Jest jednak kilka Par, z którymi spotykamy się też towarzysko.
MM: Co jest najfajniejszego w pracy z zakochanymi ludźmi?
KC: Fajne jest to, że będąc z nimi przez cały, najważniejszy dzień ich życia, nie czuje się, że to praca. Że, choć może brzmi to nieco banalnie, czujesz się częścią ich szczęścia, które dzieje się na moich oczach. A w dodatku mam szansę opowiedzieć im tę historię własnymi obrazami. Nic nie jest tak rozpromieniające, jak reakcja Par po obejrzeniu galerii ze zdjęciami ślubnymi .

MM: Ty jesteś artystą, twoja druga połowa „twardo stąpa po ziemi”. Czy taka przeciwieństwa się przyciągają?
KC: Nie wiem, czy to sprawdza się zawsze. Wiem jednak, że bardzo się uzupełniamy z Olą, Jej potrzeba planowania i moja spontaniczność, jej chłodny osąd i moje emocjonalne podejście. Ola pracuje jako księgowa. Nigdy nie przyszło nam do głowy, by łączyć życie i pracę. Dzięki temu pozostawiamy sobie dużo przestrzeni, którą możemy wypełniać tym, co lubimy najbardziej.
MM: Czy według ciebie, święta takie jak Walentynki, mają sens?
KC: Jak najbardziej! Co innego jest bardziej godne świętowania, niż miłość? Często jest tak, że ludzie nie mogą znaleźć dla siebie tyle czasu, ile chcieliby sobie nawzajem poświęcać. Walentynki, cały ten klimat, sprawia, że przeorganizowuje się wszystkie plany, żeby dać komuś dla nas ważnemu, coś specjalnego.
Ślubny biznes Krzysztofa i partnerka Joanna
Krzysztofa odnajduję w sieci. Umawiamy się na wymianę maili. Choć mieszkamy w tym samym mieście, nie jest łatwo umówić się na spotkanie. Krzysztof obecnie jest w Krakowie. I to bynajmniej nie dlatego, by podziwiać Wawel. Odwiedza Parę Młodą, która chce skorzystać z jego usług. Kolejny miłosny biznes i kolejny totalnie zajęty facet. Piszę maila z krótką listą pytań. W międzyczasie przeglądam jego prace i jestem absolutnie zauroczona ich precyzją i pięknem.
MM: Skąd pomysł na tak słodki biznes?
KW: „Robimy śluby” to pracownia założona przeze mnie i moją koleżankę Martę. Nasza przygoda ze ślubną poligrafią zaczęła się od prośby przyjaciółki o przygotowanie oprawy plastycznej jej ślubu. Całość tak zachwyciła gości, że zaczęliśmy myśleć nad zrobieniem kolejnego projektu, potem następnego i następnego… Z założenia kierujemy ofertę do osób oczekujących jakościowo i estetycznie czegoś innego, niż większość propozycji branży ślubnej w Polsce. Najbardziej cenimy sobie możliwość realizowania oryginalnych pomysłów. Kładziemy nacisk na precyzyjne, ręczne wykonanie oraz podkreślanie indywidualności Pary Młodej.
MM: Co jest najwspanialszego w działaniach związanych z miłością?
KW: Uwielbiam sprawiać przyjemność swoimi realizacjami, sprawiać radość zakochanym – upiększać najważniejszy dzień w ich życiu. Dodatkowo nieustannie się rozwijam, realizując coraz ciekawsze projekty, bo wyobraźnia naszych klientów cały czas mnie zaskakuje.
MM: Czy pary dla których pracujesz bywają kapryśnie? A może są cudownymi klientami?
KW: Nie każda Para Młoda potrafi w jasny sposób określić swoje oczekiwania i najczęściej to klienci z tej grupy okazują się później kapryśni. Wówczas lepiej powiedzieć coś dwa razy, niż narażać się na niedomówienia – w tej kwestii jestem cierpliwy i czasem stawiam na intuicję. Najważniejsze jest zadowolenie zakochanych. Spełniam ich marzenia, czasem nawet te nie do końca sprecyzowane.
MM: Co jest najfajniejszego w pracy z zakochanymi ludźmi?
KW: To samo, co w innych sytuacjach na co dzień. Mam na myśli to, że bez względu czy to spotkanie służbowe czy towarzyskie, jeśli twój rozmówca jest szczęśliwie zakochany, to uśmiecha się całym ciałem. Jak wiadomo, pozytywne uczucia udzielają się rozmówcom, także wszyscy są zadowoleni. To cudowne pracować z ludźmi, którzy są szczęśliwi i podekscytowani ślubnymi planami. Mimo, że rozmawiam z obcymi ludźmi, mam okazję usłyszeć o ich marzeniach. To naprawdę miła rzecz.
MM: Twoja druga połowa uprawia dość męski zawód. Pracuje jak programistka w jednej z firm informatycznych, to trochę na przekór stereotypom!
KW: Nasz związek to właśnie żywy dowód na to, że przeciwieństwa naprawdę się przyciągają. Kiedy w codziennym sprawach ścierają się przeciwne żywioły musi iskrzyć. Mam nadzieję, że nigdy nas nie dopadnie rutyna. Ktoś powiedział, że miłość to nieustanna walka. To zbyt silne uczucie żeby było jednostajnie. Mam prostą receptę. Jeśli masz partnera zupełnie innego niż ty, w słowniku zostaw zakładkę na haśle kompromis. To chyba klucz, bo z marzyciela nie zrobisz ekonomisty. Na szczęście!
MM: Czy dzień zakochanych jest potrzebny w naszym kalendarzu?
KW: Oczywiście! Jeśli istnieją pary, które przez 365 dni w roku nie okazują sobie uczuć, nie szepczą czułych słówek i nie jedzą kolacji przy świecach, to powinny koniecznie zrobić to14 lutego. Najlepiej w kinie i z czerwoną różą w zębach. Wśród tłumu innych zakochanych bez pamięci. A poważnie mówiąc, to jeśli miałabym usłyszeć od kogoś ‘kocham’ po raz pierwszy, to lepiej żeby czternastego milczał jak grób. Czułość i namiętność pojawia się spontanicznie, nie da się jej „odbębnić” przez jeden dzień w roku.
Oto dwie krótkie rozmowy o miłości, biznesie i jeszcze raz miłości. W końcu już Walentynki!