źródło: .shock - Fotolia.com
Jeśli wakacje, to gdzieś, gdzie ciepło. I blisko wody. Minimum to umieć i mieć gdzie popływać, nie rozstawać się z butlą mineralnej i mgiełką do nawilżenia twarzy. Wtedy każdy urlop będzie udany. Nieważne - w Brazylii czy na działce.
Bo woda leczy i odmładza. Nawilża skórę, oczyszcza organizm, wspomaga trawienie. Ruch w wodzie, a szczególnie pływanie służy absolutnie wszystkim. Redaktorki „Skarbu” przyglądały się dzieciaczkom, które we wrocławskiej szkole pływania „Fariaszka” pokonują strach przed wodą i dorosłym na aqua aerobiku w SPA „Mazowsze” w Ustroniu. Dowiedziały się, dlaczego trzeba dużo pić i nawilżać nią twarz. Bo bez wody nie ma życia. Zwłaszcza w upały.
Jak foczki
Tu się nie płacze. (Prawie). Sobotnie zajęcia we wrocławskiej „Fariaszce” to sama radość. Nawet dla kilkumiesięcznych niemowlaczków, które uśmiechają się do mamuś, tatusiów i trenerki, uczących je pływać.
Inga z Zosią w brzuszku (poród za dwa miesiące) nasłuchała się od „dzieciatej” przyjaciółki, jak fajnie i pożytecznie spędza czas ze swoim synkiem na nauce pływania i przyszła popatrzeć, jak to wygląda.
Na razie ma wątpliwości:
- No, proszę popatrzeć: dzieciaczki gołe, tylko w kąpielowych pieluchach, a pani prowadząca w piance - kręci głową z powątpiewaniem.
Trenerka, Kasia Machałowska, już takie obiekcje od poddenerwowanych mam słyszała:
- Woda w basenie ma ponad 30 stopni. To optymalna temperatura dla maluszka, który „ćwiczy” z rodzicem przez pół godziny. Ale ja siedzę w basenie przez 6 godzin non stop i z natury jestem zmarzluchem - wyjaśnia cierpliwie.
Zresztą maluszki wyglądają na bardzo zadowolone. Machają nóżkami, rączkami, wykonują różne ewolucje przy współudziale mam i tatusiów. Mają 3 miesiące, inne - troszkę więcej. Choć na „lekcjach” bywa również wcześniaczek 6-tygodniowy.
- Maleństwo, ale dzielne - mówi z podziwem Kasia.
Kibicom, którzy nadziwić się nie mogą tej kruszynie w wodzie, wyjaśnia, że tu nie chodzi o to, by trafić do księgi rekordów, lecz by zapewnić maluszkowi jak najlepsze warunki rozwoju. Właśnie w wodzie. Wynika to z naukowych badań i z wieloletniego doświadczenia wychowawczyni mistrzów plywackich p. Beaty Fariaszewskiej-Szymczyk, która Fariaszkę stworzyła:
- Im młodszy „student” w naszej szkole pływania, tym lepiej, bo do 8. tygodnia życia utrzymuje się odruch wstrzymywania oddechu z życia płodowego. Dzieci w ogóle nie boją się wody. U starszych ten odruch zanika i trzeba malca oswajać - tłumaczy.
Zasada jest taka: do Fariaszki przychodzą na naukę rodzice z dziećmi, gdy zagoi się pępowina. Przeważnie trzymiesięcznymi. Przez dwa lata uczą się pływać na poziomie podstawowym. Co nie znaczy, że potem rezygnują z treningów:
- Mamy takie czteroletnie gwiazdy, które pływają prawie tak długo, jak żyją. Są w wodzie sprytne, zwinne i ruchliwe jak foczki.
Zwłaszcza w ramionach tatusiów, którzy fantastycznie się bawią z maluchami: podrzucają i zanurzają swoje skarby. Szaleją z nimi w basenie! To nic, że woda dostanie się do uszek, oczu, a nawet do buzi maluszka. Nie przejmują się tym, i dobrze. Mamy są znacznie ostrożniejsze, cały czas się boją, że maleństwu coś się stanie. A ten lęk, niestety, udziela się synkowi lub córeczce. Trzeba więc naukę pływania dzieci zaczynać od przygotowania rodziców:
- Najpierw uczą się, jak bezpiecznie trzymać dziecko, żeby nie wypadło z rąk i co robić w różnych kryzysowych sytuacjach, gdy maluch np. opije się wody. Wszystko mamy przetrenowane - zapewnia Kasia.
Może godzinami opowiadać, co te bobasy potrafią. I jakie są utalentowane.
- Kiedyś, jako dziewczynka, zobaczyłam pływające niemowlęta i powiedziałam sobie: nie ma nic bardziej wdzięcznego! No i poszłam na AWF, zrobiłam kurs instruktora pływania. Choć słowo „pływanie” nie ma nic wspólnego z zajęciami, które prowadzę wśród najmłodszych. Bo czy tak można nazwać polewanie konewką, kołysanie przez tatę, czy śpiewanie kołysanek, co też czasami robimy. Ale jak reagować, kiedy maluch w połowie zajęć rozkosznie zasypia w wodzie? - widać, że Kasia chodzi do pracy jak na bal. - Ładuję się przy niemowlakach dobrymi energiami na cały tydzień - uśmiecha się.
Im szybciej tym lepiej
Sznureczek biało ubranych postaci drepcze po korytarzach SPA „Mazowsze w Ustroniu”. Gdyby to działo się koło północy, obserwator wrzasnąłby: „Duchy”, i rzucił się do ucieczki. Ale zbliża się godzina 16 i wiadomo, że kuracjusze w firmowych szlafrokach frotté zmierzają w kierunku basenu.
I że zaraz zacznie się godzina aqua aerobiku.
- Czyli: dynamicznej gimnastyki w wodzie. Zawsze przy skocznej muzyce, ponieważ ćwiczenia są rytmiczne, oparte na prostej choreografii. Chodzi nie tylko o to, by ruszyć wszystkie partie ciała, ale równolegle przemieszczać się w różnych kierunkach. Czyli chodzić lub biegać. Im szybciej i bardziej energicznie, tym lepiej - tłumaczy Asia Siwiec, trenerka.
Zaczynamy!
- Tratatatata - grzmi muzyka, a Asia na brzegu basenu pokazuje kolejne ćwiczenia rozgrzewki:
- Skaczemy jak żabki, o tak!!!
I skacze.
My też.
- Prawym kolanem zakreślamy kółeczka!
I zakreśla.
My też.
- Tylko szybko, szybko! Cały czas biegniemy w wodzie, nie zatrzymujemy się! - woła Asia.
Staramy się, choć nie zawsze jest to łatwe.
Kilka osób z „odnowy biologicznej” (wczasów odchudzająco-kondycyjnych) ma za sobą dwudziestokilometrowy marsz do Wisły i z powrotem. - Coś mi te nogi ciężko chodzą - żali się Jola. - Ale tylko na początku - dorzuca po chwili i macha kończynami coraz energiczniej.
Inni też się żwawo ruszają. Na przykład Jurek, któremu brak kondycji (papierosy!) nie pozwala na długie wyjścia w góry. I nastoletnia Ania ze skoliozą. A także siedemdziesięcioletnia pani Irena z dużą nadwagą oraz Krystyna w siódmym miesiącu ciąży.
Tak zróżnicowanej grupy - wiekowo, zdrowotnie, kondycyjnie - nie spotka się na żadnych innych zajęciach ruchowych. Nie ma szans.
- Tylko w wodzie jest to możliwe - tłumaczy Asia. - Wyporność wody zapewnia pełną ruchomość każdemu człowiekowi. Nasze ciała ważą w wodzie 90 proc. mniej niż na lądzie. Stawy nie są więc obciążone i wszystkie wymachy, podskoki są całkowicie bezpieczne. Właściwie nie ma przeciwwskazań do aqua aerobiku. Mogą go uprawiać wszyscy. Zawałowcy, ludzie z chorym kręgosłupem, chorzy na nowotwory, cukrzycę. A nawet niepełnosprawni, którzy na co dzień poruszają się na wózkach. Słowem: są to zajęcia dla każdego członka rodziny.
W basenie „Mazowsza” „Czwórka z Gdańska”, czyli mama, tata i dwie córki ćwiczą koło siebie.
- Nie leń się - zwraca ojcu uwagę 10-letnia Ola. I tata kręci nogami w „rowerku” szybciej.
Lubią te ćwiczenia, czują się po nich świetnie. Nic dziwnego. Z badań wynika, że podczas dynamicznej gimnastyki w wodzie:
- zmniejszają się napięcia mięśni
- zwiększa się ruchomość stawów
- zwiększa się elastyczność mięśni, ścięgien, więzadeł
- poprawia się koordynacja ruchowa
- zwiększa się odporność organizmu
- sylwetka staje się smuklejsza, zgrabniejsza
- poprawia się samopoczucie, odpływają codzienne stresy i zmartwienia.
Rodzina z Gdańska obiecuje, że będzie chodzić na aqua aerobik również u siebie. Nie tylko dlatego, że wszyscy czują się po nim fajnie zmęczeni, ale i dlatego, że potracili po tygodniu od kilograma do dwóch!
Co to daje?
Podczas zajęć aqua fitness mamy do czynienia z treningiem:
Wzmacniającym:
Ruch ciała pokonuje opór wody. Wspomaga go specjalny sprzęt do zwiększania oporu, np. „makarony”, piłki, hantle do wody, deski.
Rozciągającym:
Są to obszerne ruchy, czyli w maksymalnym zakresie, poprawiające elastyczność, gibkość ciała, zmniejszające napięcie mięśni.
Zmniejszającym napięcie mięśni:
W wodzie można wykonywać spokojne, łagodne, płynne ruchy ciała, które działają odprężająco.
Barbara Żmijewska